Dziewczyny! O swoich doświadczeniach z robieniem ziemi liściastej pisałam na forum (po 3 latach plastikowe,worki, w które wpakowałam dobrze zmoczone liście się rozłożyły, same liście natomiast nie), od tego czasu wolę je zostawiać tam, gdzie spadną i same się rozłożą

. Słomą niestety nie dysponuję, dorzucam cały jedyny popiół, jaki mam, czyli z palenia pędów róż dwa-trzy razy do roku i spadające gałęzie z brzóz, których nie ma sensu przepuszczać przez rozdrabniacz, bo wychodzą z niego w zasadzie takie, jak weszły. Zrębek mam sporo ale wolę je stosować jako ściółkę, która ostatecznie też się rozkłada i rozpływa w glinie, niż wzbogacać nimi hałdy kompostowe. Wydaje mi się, że ogólnie to frakcji suchej w moim kompoście jest sporo, bo wprawdzie liście z drzew nie ale wszystkie naziemne części bylin późną jesienią czy przy pozimowym sprzątaniu tam lądują, najczęściej już dobrze wysuszone. I to jest jakaś 1/5 kompostu. Jestem świadoma, że na pewno dałoby się poprawić ten mój kompost, żeby był taki pokazowo czarny i leciutki a nie brązowy i ciężki, ale póki zajmuję się ogrodem z doskoku, to niestety, jakieś prace muszę odpuścić, żeby coś tam sponad chwastów jednak wystawało

.