My w tym roku również, na przełomie kwietnia i maja ponownie wybraliśmy się do Nepalu, a głównym celem miały być właśnie lasy rododendronowe.
Poprzednio, idąc do basecamp'u pod Anapurną wiedzieliśmy ich mnóstwo, niestety z uwagi na zimową porę nie był to okres kwitnienia.
Tym razem chcieliśmy to nadrobić i obejrzeć wiosenny spektakl, jednak trochę w naszych planach zamieszała nasza druga, górska pasja,
która skłoniła nas do wyboru trasy która będzie ciekawa nie tylko roślinnie ale też krajobrazowo. Padło więc na treking wokół Manaslu.
Rhododendron arboreum
Pierwsze, jaskrawo czerwone rododendrony pojawiły się w okolicy wioski Namrung, po przekroczeniu 2.500 m n.p.m.
Początkowo nie było ich dużo ale robiły wrażenie swoją barwą i rozmiarem roślin.
Tego dnia większość spotykanych okazów zachwycała ciepłym, krwistym odcieniem.
Rhododendron barbatum
Dopiero gdy dotarliśmy do klasztoru w miejscowości Lhi ujrzeliśmy większą różnorodność kolorów kwiatów. Pojawiły się biele i wszelakie odmiany różu.
Przy klasztorze znaczna część roślin rosła chyba jednak w następstwie nasadzeń dokonanych przez mnichów, odzwierciedlając ich zamiłowanie do łączenia intensywnych, nasyconych barw
Zabudowania klasztorne, zatopione w kwitnącym gaju rododendronów wyglądały niezwykle urokliwie, jednak dość szybko przenieśliśmy uwagę z kwitnących rodków
na gęstniejący tłum przybywający na nadchodzącą pudżę