Zośkowo jeszcze z soboty na niedzielę gwizdnęło... ale największe szkody zrobił poprzedni przymrozek, hortensje mimo bardzo dobrego okrycia trafiło szczytowo, po zawodach...
Dzisiaj w końcu popadało, na moim osiedlu niewiele, ale to i tak błogosławieństwo... mam nadzieję, że do końca tygodnia posiąpi, nie będzie wiało, nie będzie prażyło...
Sroki mordują mi szpaki, wywlekają z budki pisklaki i wybebeszają na trawniku, żęby to jeszcze pożywiły się całym, zaniosły młodym, a to tak widać wątróbeczka/serduszko a reszte zostawia... wstrętne bydło....

Nie robiłam w tym roku wertykulacji.... ale przedogródek wołał o pomstę... nie wiem co sobie myślałam... ale pożałowałam w pierwszych trzech sekundach

durna pała jak dostałam piachem przez kosz, to w potylicy poczułam

Ale, że ja się szybko nie wycofuje z głupich decyzji, to przekopałam cały przód, nawiozłam kompostu, przesiałam skrzyneczką krok po kroku, posiałam, podlałam, na to teraz elegancko spadły farfocle po kwitnącym cisie....
Magnolia w pąkach nadal stoi, chyba dzieciak przymarzł, zasuszył się...
To nie jest mój najlepszy sezon... a dopiero mamy maj....
Zaczynają kaliny, bardzo nierówno wschodzą hosty, sadzenie ich pod świerkami było błędem, uwsteczniają się mimo regularnego podlewania, przesadzę je chyba do dużych wiader i zadołuje poniżej grutu,
ćma żeruje, mszycy zatrzęsienie, coś poraża róże... normalnie nieustające pasmo sukcesów