Franusiowa napisała: Ewo dobry pomysł z zamianą róż "nieudałych" na budleję
Mój pierwszy pomysł na ogród opierał się na różach i to głównie historycznych, potem angielskich Austina. Po latach przyszło opamiętanie, że na świecie są też inne rośliny, a niektóre róże pożegnały się z tym padołem same albo ja im pomogłam nierozważnymi zabiegami agrotechnicznymi

Niestety wiele róż nie spełniło moich oczekiwań i wyleciały z rabat. Z 54 odmian (w tym wiele było reprezentowanych przez kilka egzemplarzy) pozostało równo 10, w tym 7 historycznych, 2 Austinki i jedna krzyżówka hultemii. Róże, które pozostały w moim ogrodzie, są weterankami i bardzo je szanuję, bo w dużej mierze potrafią zadbać same o siebie np. Charles de Mills

Natomiast budleje są dla mnie przykładem wdzięcznych roślin uniwersalnych, wymagających mało starania, oprócz lekkiego zimowego przyodziewku albo i bez. Nowe odmiany, które nie rosną wysoko i szeroko, można zmieścić w każdym ogrodzie. Obfitość i długość kwitnienia, cudny zapach i brak chorób, mszyc, kolców, brak konieczności ciągłego latania z opryskiwaczem i sprawdzania czy aby bruzdownica nie załatwia kwitnienia na cały sezon sprawiły, że stałam się budlejową konwertytką

No a do tego te roje motyli, pszczół, trzmieli i fruczaków bardzo mnie cieszą