Edytko, w normalnych warunkach zapewne wywrotką byłoby najlepiej, ale tu warunki nie były normalne

Bo skąd wzięłam zrębki?
W okolicy budowanej S61 wycięto mnóstwo drzew, głównie klony i topole, ale i sosny tam były i pewnie coś jeszcze. Pnie wywieziono, a gałęzie zostały. Rozdrabniał je na miejscu wielki rębak i usypywał wielkie góry urobku. Kusiły
Pewnego razu skręciłam do tych wymarzonych górek i zagadnęłam krzątających się tam panów o szefa. Szef stwierdził, że sprzedać mi tego nie sprzeda, bo kupuje to od niego ciepłownia, ALE oni, zabierając te górki na ciężarówki, zostawiają zawsze jakieś resztki, z którymi nie chce się im bawić. I mogę je sobie wziąć.
Tak więc, kiedy z placu budowy zniknęły wielkie góry zrębków/zrębek/zrębki, mogłam tam wjechać swoim kombi i łopatą do śniegu na spokojnie załadować sobie tyle materiału ile dałam radę

Odległość niewielka, bo ok. 4 km, a i tak codziennie przejeżdżałam obok
Oczywiście wpadłam na pomysł, że wypożyczę od nich ten rębak. Szef wysłał do mnie pracownika na rekonesans, a ten, łajza, doniósł, że mam tego małe ilości i nie opłaca się jechać do mnie. Potem rębak był już daleko i nie udało mi się go ponownie namierzyć.
Zaczęłam rozglądać się za mniejszymi maszynami do wynajęcia. Raz nawet jeden rębak przyjechał, ale pociął tylko sosnowe gałęzie, a trudniejsze, twarde bo podsuszone ałycze, zostawił. Być może pękł przy nich wał, bo wykonawca nawet nie poczekał na mnie i nie upomniał się o zapłatę