Młodzież z „mojego” przystanku dorosła, mają już szczęśliwie pracę, rodziny, dzieci. Tamtych „warszawiaków” wzywających policję trafił szlak. Kłócili się ze wszystkimi, pokłócili się ze sobą, rozeszli a dom bez dachu popada w ruinę, zajęty za długi.
Ja też w „młodości” piłam piwo na przystanku ze znajomymi, tam się spotykaliśmy pogadać, pośmiać, powygłupiać. Teraz są to : lekarz, nauczyciel, pracownik naukowy, prac. administracji, psychoterapeuta, księgowa, artyści.
Znajoma wprowadziła się na osiedle, kłóciła się dookoła z sąsiadami za wylewanie szamba. Wzywała straż miejską. Po jakimś czasie została w domu sama mając tyci-malutką rentę. No? Zgaduj zgadula? Na czym oszczędza? Do tego na węgiel też jej nie stać. Podpowiedzcie zakończenie tej historii? Oko za oko..?
Życzę sobie i Wam żebyśmy nie widzieli świata 0-1, czarne- białe, tylko dostrzegali różnice, kolory , przyczyny i skutki. Nie uogólniajmy ”wszyscy ludzie są niedobrzy”. Na poprawę humoru załączam foto „tego” przystanku z mojej wsi.

A, życzę pomyślnego dla obu stron rozwiązania konfliktu.