Z cyklu: jak prawie zepsuć salon

Wymyśliłam sobie, że pomaluję jedną ścianę w salonie na ciemną zieleń. Chat dokonał wizualizacji.
Zamówiłam próbniki różnych kolorów i dokonałam próby.
Z 6 kolorów wybrałam 1 i pomalowałam przestrzeń pod oknem przy kaloryferze. Tydzień oswajałam się z tą zielenią, aż M. powiedział, że wygląda jak stół bilardowy i nie jest naturalna, więc przestałam się z nią oswajać i zamówiłam inny kolor - bardziej leśny, trochę wojskowy.
Nadal uważam, że jest piękny. Jednak w konfrotnacji z moimi umiejętnościami malarskimi i zerową wiedzą na temat tego fachu, okazało się, że odleja się od ściany, (która przeżyła ekstremalne doświadczenia z Jankiem i z Niną) i kryje ją w sposób, który jest nieakceptowalny

Z przerażeniem uznałam, że się z tym nie oswoję jednak. Coś jednak czuwało nad moją nieroztropnością i razem z tą zielenią zamówiłam też 2 biele i się okazało, że fluger jednak robi dobre farby i pokrył ten stół bilardowy i wojskowy pled.
Z prac ogrodowych, zaopiekowałam się moimi biednymi truskawkami, które oczyściłam z pomnożonych rozsadek i brązowych liści i wypieliłam jeden rząd bobu.
Dokonałam też reanimacji mojej azalii, która jest tu od samego początku, posadzona jako jedna z pierwszych roślin. Miała 20 lat i od kilku lat pokryła ją gęsta trawa. Próbowałam z tym walczyć, ale trawa odrastała coraz gęściej...

Wykopałam ją. Wyskubałam korzenie trawy, wypłukałam ziemię ile się dało, usunęłam część suchych gałązek i mam azalię w wersji bonzai. Nie miałam za bardzo ziemi i wykorzystałam to, co było - ziemia do pelargonii, kompost i ziemia do palm i juk

Jestem ciekawa jak jej w tym środowisku będzie i czy niechcący jej nie dobiłam tą reanimacją.
Jutro pojadę po ziemię dla dalii od Ludmiły

Bardzo się na nie cieszę

Nie mam żadnych dalii w moim ogrodzie. Kiedyś wygrałam je w konkursie na tym forum, ale nie zadbałam o nie i nie wykopałam w porę, bo zbiegło się to w czasie z chorobą mojego Taty...
Wielką mi zrobiłaś radość

Dziękuję.
A to moje kukliki