Po wichurach przyszły prawie upały

, pięknie dziś było w piernikach, udało się zgrabić sad, liści nawiało chyba aż z białostoczczyzny

upakowałam za żywopłot przy kompoście, będzie trochę dobra:)
Kurier dziś przywiózł ostatnie(chyba:D) zamówienie z albamaru, mam nadzieję, że ze wszystkimi wysadzonymi roślinami spotkam się w przyszłym roku. Dosadziłam kilka malutkich astrów, dwie hosty, zawciągowca i przywarkę.
Gosiu ja ze szczawikiem przegrywam, chyba bardziej niż z podagrycznikiem.... w jagodniku to już sam szczawik
Miłko roboty nie zazdroszczę, wiele karp u mnie zgniło, rozpadały się w dłoniach przy wykopkach, przygryntownych przymrozków nie było aż takich, by je sponiewierało, ulewnie też nie padało, nie wiem co poszło nie tak, przynajmniej mniej razy huknęłam głową w sufit w piwnicy wnosząc 10, a nie 15 skrzynek... zobaczymy, co w przyszłym roku wyrośnie z ogryzków... o ile przetrwają.
Wiesiu gile u nas od zawsze, bywa, że siadają na samym czubku jeszcze złotej brzozy, w promieniach zachodzącego słońca są jak bombki na choince:) tylko nigdy aparatu pod ręką...
A propos aparatu, to klęłam szpetnie kilka dni temu na siebie, bo miałam iść ze szkiełkiem, ale leń zwyciężył, a na orzechu siedział kot teściowej, cudne rude bydle, po czym przysiadł się do niego krogulec, popatrzyli na siebie zdziwieni, ptaszysko odfrunęło, a kot został ze zdziwioną minią (ja też).... miałam ich prawie na wyciągnięcie dłoni... drugiej takiej okazji już nie będzie
Kilka obrazków z dziś, głównie chryzantemy (nie umiem w chryzantemy, połowa leży, albo rozlaźle stoi)...
Siewka floksa w końcu ruszyła:)
zawciągowiec