Mamy środek lata... a ja nadal w proszku... skrytopodczytuję... po urlopie próbuję nadgonić pielenie, ale to zupełnie mi nie wychodzi. Nie mam serca.
Wiosna przeleciała, idiotycznie pogodowo, lato z resztą też dziwne... chociaż mi brak upałów akurat nie dokucza.
Owocowo - kiszka... jak nie zmarzło, to uschło...
Dalie sadzone bardzo późno dopiero zawiązują pąki...
Liliowce w szczycie kwitnienia dostały deszczem.
Hortensje - tu pół na pół, Europy kwitną, anabelle położyło, reszta ogrodówek nadaje się na kompost... a nie wróć, togheter ma całe 5 kwiatów, jeden nawet lekko postanowił się zniebieścić w połowie.
Jeżówki z siewu się udały, tylko miejsca na posadzenie brak...
Pomidory... zawiązały dolne piętro i idą ku zagładzie... sadziłam w tym roku w ziemie z worków i to był błąd, ewidentnie za dużo azotu...
Dokociliśmy się, przywlokłam do domu kotkę, ale to nie kot, a diabeł wcielony, biedny Poposław nie ma chwili wytchnienia, bo czarna małpa go tłucze z każdej strony i nie daje się pacyfikować... Wprowadziła do domu chaos i trochę uśmiechów...