Ogród wiejski jest także mojemu sercu bliski. Chciałabym, żeby i mój taki był, ale nigdy nie będzie do końca. Chodzi o autentyczność! Nie mam starej chałupy, studni z kołowrotem, kurnika, pszczół... Ale mam: stare drzewa owocowe, kępy starego bzu przy altanie, a za nią zdziczałą wisienkę i kępy chyćki.
Rosną floksy, malwy, naparstnice, piwonie. I wszystko ma się samo siać i mieszać.
Wiejskość, to chyba znaczy, że ogród jest sielski, spokojny, lekko nieuporządkowany, ale też praktyczny. Wiejskość też zależy od naszego korzystania z ogrodu, gdzie na "ryczce" obieram jabłka, w starej balii chłodzi się domowy cydr, jabłka leżą pod drzewem, na ławce odpoczywamy po pracy.
Staram się ten nastrój wprowadzić do ogrodu. Dużo do nastroju wnoszą uprawiane przeze mnie dalie oraz trawnik, który jest łąką z koniczyną, babką, rdestem. Melisa i mięta rosną w różnych zakątkach ogrodu. Pokrzywa rośnie za altaną i niespecjalnie chcę się jej pozbyć. Za to chętnie pozbyłabym się skrzypu, a on nawet nie myśli mnie opuścić. Wszędzie rosną nagietki, dzwonki, miesięcznica, glistnik i jeszcze wiele roślin z zielnika

Tasha Tudor w swoim ogrodzie wiecznie coś dłubała, przesadzała, przekładała, by wszystko rosło z ładem i składem, a jednocześnie było swobodne w ogrodzie. To niełatwa sztuka, busz niełatwo ujarzmić...