Udało mi się wreszcie dziś dojechać na wieś
powolutku i ostrożnie, bo droga jak widać (ze dwa dni temu jakiś pług nią na pewno przejechał, wdzięczna jestem!).
Pożyczyłam od mamy łopatę do odśnieżania, żeby mieć czym odkopać sobie wjazd z szosy i gumowce z wysoką cholewką ale okazało się, że śnieg jest lepszy;) i 40 cm cholewki to za mało jak na to, co spadło. Łopatą też za dużo się nie namachałam, bo na szczęście chodnikiem zajęło się miłosierdzie gminy;) (odśnieżając przez całą długość wsi, nie że tylko fragment przyległy do mojej działki) i odkopać musiałam sobie tylko mały fragment, żeby samochód nie wystawał na drogę. Resztę olałam, zamiast gimnastyki z łopatą

wybrałam śnieg w cholewkach. Pomartwiłam się przez chwilę o koty, bo brakowało śladu kocich łapek od południowej strony, były tylko te z zachodniej i północnej ale okazało się, że bystre zwierzątka, zamiast jak zwykle chodzić na przełaj, czyli przedzierać się teraz przez pole w śniegu po uszka, korzystają z chodnika (czyli też od zachodniej strony). I wróciłam, bo co można robić, jak wszystko na grubo zasypane?