Tomku, w sumie to już też mi się coraz mniej chce, ale ta popularność ....

Mam za dużo znajomych, a na dokładkę teraz na mnie spoczywają wszelkie rodzinne imprezy.
Taki jak ten wolny weekend zdarza się bardzo rzadko, ale i tak przysiadłam, bo kiedyś prowadziliśmy bardziej otwarty dom. A może to nie ja przysiadłam tylko moi znajomi?
Żanetko, siedzieć przy garach nie lubię tak samo, ale wole gotować dla gości niż codzienne obiadki. Tego wręcz nie znoszę.
Ewo, u mnie hakonki też nie są rewelacyjne. Jak widziałam u koleżanek, to moje są mikrusami. Chyba potrzebują żyznej wilgotnej gleby. U mnie takiej nie znajdą.
Panu trzeba zapłacić. Mój m. nie kwapi sie do prac ogrodowych. Wszystko robię sama, albo płace komuś, bo już nie mam tyle siły.
Wczoraj chwile popracowałam, miałam dzisiaj nadzieję, na więcej, ale chyba ta wichura mnie rozłożyła. Nawet wyszłam na chwilę, ale zaraz uciekłam. Ze wszystkich zjawisk metrologicznych najbardziej nie lubię wiatru. Nastraja mnie depresyjnie.
Także dzień spędziłam pod kocykiem przed telewizorem i delektowałam sie w sumie tym nic nie robieniem.
Bo nawet obiadu nie musiałam robić, bo nie było nikogo z domowników w domu.
Jeszcze mam do pokazania listopadowe zdjęcia