Ależ jest zimno! Wieje przez człowieka na wylot, do tego leje i tak ma być do środy.
Wpadam jak po ogień. Cały weekend miałam zajęcia, w sobotę w terenie i przemarzłam na kość, od niedzieli szczękam zębami... ratując się nalewką z rokitnika.
Znowu złapałam raniuszki, wysoko na modrzewiu, średnio do zdjęć, ale popstrykałam. Radości przy tym jak przy zamawianiu obornika
Miłko dziękuję, jednak po naprawie sprzętu ciągle nie umiem 'trafić' i nawet już nie o ostrość chodzi...
Dorota całkiem przypadkiem tak złapałam, dopiero w domu na kompie zobaczyłąm zdjęcie, aż mi kot z kolan uciekł, tak podskoczyłam z radości
Danusia fajnie, że dbacie o sterylizacje, mam nadzieję, że kitka wyszła z siana i szybko dojdzie do siebie. W temacie oczaru nie czekaj, szczególnie jak masz miejsce! Chorowałam długo, nie mogę się doczekać, jak będzie cudnie za te 5-6 lat.
Gosiu akurat pokrój oczara, to coś na co zgrzytam zębem, ale wybaczam na rzecz kwitnienia i przebarwień jesienią. Ale do wszystkiego trzeba w życiu dojrzeć, do miłowania takiego pokroju również

Ja nie umiem w krzewy... zawsze pochylałam się nad bylinami, potem drzewa (i najlepiej strzeliste), a krzewy były tematem zastanym na działce, raczej omijanym. Jak się w końcu odważyłam poprzycinać to, co tu rośnie od lat i przesadzać, to i zaczęłam się uśmiechać do krzewów. Zaniedbane, albo posadzone w zupełnie nieodpowiednim miejscu, nie stanowiły ozdoby prawie nigdy.... ciągle oswajam tą przestrzeń.
okazało się, że ochoczo spijają soki z płaczącego orzecha