Miłko,
Nelu,
Żaneto, przyciąłem gałązkę i wygląda na to, że żyje, obwódka wyraźnie zielona, soczysta, więc powinna przewodzić. Uff. Prawdopodobnie jednak nie zakwitnie, bo nie widzę dobrze wykształconych pąków, wiele szczytów jest tak jak liście suchych. Ale poczekam, nie będę za dużo przycinał, może coś tam się uchowało w zakamarkach. Elsie Lee ma mrozoodporność do -20 stopni, więc nic dziwnego, że większy mrozek, który się zdarzył, wykończył jej liście. Nikt się chyba nie spodziewał, że tej zimy będzie tak mrozić. Teoretycznie można było ją jakoś zabezpieczyć, choć jest duża i nie byłoby to łatwe. Nie miałem jednak do tego głowy, w grudniu dopadły mnie spore problemy z pęcherzem. Jak się w końcu okazało, wyhodowałem sobie duży kamień (ponad 4cm, nadałby się do ogrodu

) i jednocześnie wykształciła mi się duża nadreaktywność, wiadomo, co to oznacza. Na szczęście mam już wszystko za sobą i mogę się spokojnie zająć ogrodem.
Rodkowi Roseum elegans też się oberwało, musiałem wyciąć spory kawałek, ale podparłem dolne, pokładające się na ziemi gałęzie i udało się ten przykry widok trochę złagodzić. Przy okazji ujrzałem oczami wyobraźni, jak wyglądałby podkasany. Może się zdecyduję po kwitnieniu go podciąć.
Takie były uszkodzenia:
Tak wyglądał po wycięciu (kiepskie zdjecie, sorry):
A tak po podparciu dolnych gałęzi: