Niestety to był łabędzi śpiew. Dzisiejsza noc dobiła Alexandrinę ostatecznie, tzn. jej kwiaty. Później, jak wyjdę, zamieszczę zdjęcie, ale przez okno dostatecznie dobrze widzę kres tego zjawiska. Obawiam się też, że druga moja magnolia, Susan, nawet nie będzie miała szansy pokazać kwiatów, no chyba że też ma rezerwy, ale ona kwitła zawsze oszczędniej. Poza tym do czwartku takie noce mają się powtarzać. Nawet ciemiernik, a konkretnie nowe, tegoroczne liście leżą, może się podniosą, może nie? Jeszcze o 7 rano było za oknem -1, w nocy, kiedy się obudziłem na chwile o 4-ej, komórka pokazywała mi -2, więc zakładam, że było -4 lub nawet -5. Wiśnia Kanzan również nie wygląda najlepiej. Najgorsze jest to, że minusowe temperatury pojawiają się już wieczorem. Wczoraj o 22 było już -1. Czas trwania ma tu duże znaczenie.
Edit: fotki pstryknąłem przez okno, wystarczy.