Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1
  • 2

TEMAT: Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :)

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 10:05 #179394

  • zuzanna2418
  • zuzanna2418 Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • Posty: 2977
  • Otrzymane podziękowania: 10131
Oto moja subiektywna relacja z pobytu w Chorwacji, na tygodniowym urlopie, wyczekanym przez 7 lat
Po kilku pobytach w innych częściach tego kraju, postanowiłam urządzić nam zasłużony urlop na wybrzeżu Dalmacji. Ponieważ nie cierpię od jakiegoś czasu wycieczek zorganizowanych, hotelu wypełnionych hałaśliwymi turystami, basenów, knajp hotelowych z rodzinkami z dziećmi etc. zamówiłam domek wakacyjny poprzez portal Interhome, w terminie poza turystycznym sezonem. Zakupiłam bilety samolotowe do Zadaru i pozostał tylko problem dotarcia z lotniska do miejsca zakwaterowania, oddalonego o jakieś 25 km. Taksówka w jedną stronę to orientacyjnie 50 EUR. Słabo. W. w przypływie euforii stwierdził, że można wynająć samochód i być niezależnym komunikacyjnie podczas całego pobytu.
Trochę mnie to zaskoczyło, bo on prowadzić nie lubi, ale skoro sam proponuje...
Wynajęcie samochodu napotkało na pewne trudności, ponieważ formularze na stronie online firm takich jak Avis czy Hertz wymagały od nas podania nr karty kredytowej kierowcy, której W. nie posiada. W rezultacie zarezerwowałam samochód w lokalnej firemce o dźwięcznej nazwie Lulić. Przy opcji full ubezpieczenie nic od nas nie chcieli. Tydzień luksusu to 186 EUR. Płaci W.

Wylecieliśmy o czasie z Warszawy w sobotę i w Zadarze po odebraniu bagażu na lotnisku mniejszym chyba od naszego Modlina (pasażerowie do i z samolotów lezą na piechotę przez płytę), udaliśmy się do kanciapy, gdzie urzędują firmy rent a car. U Lulicia siedziała dziewczynka, która sprawdziła rezerwację, spisała dane, wypełniła stosowne papiery, zainkasowała należność, a potem razem udaliśmy się na parking, gdzie z lekkim rozbawieniem popatrzyłam na mikroskopijną Toyotę Aigo i W. który miał do niej wleźć i jeszcze prowadzić. Poinformowano nas, że samochód jest zatankowany do pełna i w takim samym stanie mamy go oddać. Dostaliśmy także kwit z zaznaczonymi na obrazku wszystkimi istniejącymi zadrapaniami na lakierze, przy czym dziewczynka stwierdziła, że możemy sobie też podrapać, bo mamy pełny pakiet ubezpieczenia, tyle że prosi o telefon w razie jakiegokolwiek zdarzenia.
Dostaliśmy dokumenty i kluczyki z prośbą o ich zwrot przez dziurę w drzwiach kanciapy, gdyby nikogo nie było w przyszłą sobotę. Na koniec usłyszeliśmy życzenia miłego korzystania.
Nasza waliza nie weszła do bagażnika, więc wstawiliśmy ją na tylne siedzenie. W. z lekkim popłochem w oczach usiadł za kierownicą, wrzucił wsteczny i powoli wyjechał. Zrobiliśmy niezamierzone kółko wokół parkingu, bo W. wjechał w niewłaściwą odnogę uliczki wyjazdowej, nadusiliśmy guzik przy szlabanie, który podniósł się (szlaban, nie guzik) i pojechaliśmy w nieznane, ale droga była tylko jedna, więc nie mieliśmy specjalnie wyboru. W. jechał wolno poznając samochodzik, który reagował znacznie bardziej żywiołowo niż wołowaty Hilux. Ja wydobyłam z torebki wydrukowane wskazówki dojazdu otrzymane mailem od naszej gospodyni Miry.
Za jakiś czas minęliśmy drogowskaz na Split, potem droga niestety się rozwidliła i trzeba było coś wybrać.
Wybraliśmy to coś nie mając żadnych przesłanek, że wybieramy dobrze. Próbowałam uruchomić nawigację w telefonie, ale ni cholery się nie dało, pisało tylko wskazówki trasy w rodzaju "kieruj się na północny wschód", co mówiło nam tyle co "Miej Pas Oriona na godzinie 6.00"

Na tej cholernej mapie ustawiłam wreszcie coś, co pokazywało mi nasze aktualne położenie, więc przynajmniej widziałam, czy jedziemy w słusznym kierunku. W zasadzie jechaliśmy dobrze, tylko zamiast Jadranską Magistralą jechaliśmy jakoś dalej od wody. Ale w pewnym momencie przy kolejnej miejscowości, której nazwa kończyła się na "-ić" zjechaliśmy jakoś tak sami z siebie i potem już jechaliśmy jak trzeba. Usiłowałam rozkminić wskazówki dojazdu zawarte w mailu, nieco zagadkowe momentami, zwłaszcza gdy czytałam, że gdy miniemy 80-metrową metalową barierę przy drodze, to musimy skręcić o 180 stopni.
Po drodze mijaliśmy stragany z owocami, pagóry porośnięte niską roślinnością oraz nieliczne jednostki ludzkie.Samochodów też nie za wiele.
Pogoda była piękna, 26 stopni, słoneczko. Droga nieco kręta, ale do wytrzymania.
Minęliśmy znak informujący, że wjechaliśmy do docelowej miejscowości i zaczęłam na głos odczytywać W. dalsze wskazówki, a on domagał się ciągłego ich powtarzania. Odnaleźliśmy "small church", który okazał się przybytkiem wielkości przydrożnej kapliczki. Przyzwyczajona do rozdętej gigantomanii naszych kościołów pewnie w ogóle bym nie zauważyła skromnego bezokiennego kamiennego domeczku z niewielką dzwonnicą na szczycie.
Za jakiś czas minęliśmy restaurację, a potem po prawej stronie barierę metalową. I tu nastąpiło rozwiązanie zagadki, ponieważ za barierą rzeczywiście należało skręcić w przeciwnym kierunku po to, aby wjechać w betonową wąską uliczkę a raczej przesmyk, nachylony dodatkowo przeraźliwie i kierujący nas na malutką półkę betonową z napisem PRIVATE, co jak się domyślaliśmy było przydomowym parkingiem.


W. ze zjeżonym byłym włosem i na wdechu wykonał skomplikowany manewr i jakoś dotarł na miejsce.

Na spotkanie wyszła nam uśmiechnięta szczupła blondynka, która przedstawiła się jako córka Miry. Zeszliśmy po stromych kamiennych schodkach do otwartego domku, gdzie sama Mira, która okazała się być 90-letnią panią o wyglądzie włoskiej baronessy serdecznie się z nami przywitała po niemiecku, usiłując, bezskutecznie, przejść na angielski. W rezultacie najlepiej wyszło nam porozumiewanie się w nieznanym języku należącym bez wątpienia do grupy języków słowiańskich.
Zeszliśmy jeszcze niżej, gdzie nad samym morzem był nasz domek wakacyjny, wpasowany w zbocze i zbudowany z miejscowego kamienia, jak większość domów w tym rejonie. Z drewnianymi okiennico-żaluzjami, z tarasem, leżakami, wyposażoną kuchnią połączoną z salonikiem, z sypialnią i mikroskopijną łazienką.
Czysto i przytulnie, roziskrzone morze na wyciągnięcie ręki (w opisie było 10 m, w co nie bardzo chciałam wierzyć) , wokół majestatyczne drzewa, krzewy i parawan z bluszczu oddzielający nas od sąsiadów. Po prostu bajka. Mówiąc szczerze to odetchnęłam z ulgą, bo obawiałam się że wydamy kupę szmalu na coś, co fajnie wygląda tylko na obrazku w necie. Ale w rzeczywistości było znacznie lepiej.
Dopełniliśmy formalności gadając przyjaźnie, W. oczywiście wypytywał o nazwy drzew i krzewów, zidentyfikował cedry oraz odmianę dębu Quercus ilex. Ja obejrzałam pomieszczenia, w którym przyjdzie nam spędzić najbliższy tydzień i byłam usatysfakcjonowana.
Daliśmy w prezencie paniom flachę Żubrówki, torcik wedlowski oraz śliwkę nałęczowską, co wzbudziło zakłopotanie ale i radość. Chyba te Niemce i Austriaki co tu głównie kwaterują, nie mają takiego zwyczaju.
Panie poinstruowały nas jeszcze względem segregacji śmieci, użytkowania wi-fi i zwrotu kluczy. O obowiązkowej kaucji 200 EUR nawet nie wspomniały. Po serdecznym pożegnaniu dały się do Zadaru do domu. Zostaliśmy sami.

No to teraz zdjęcia obejścia






Morze z dnem kamienistym


I taki brzeg.


Taras osłonięty ze wszystkich stron, pod okapem wielkiej sosny gatunku nam nieznanego. Zacisznie, intymnie i pięknie.


Tyle tytułem wstępu. Ciąg dalszy reportażu nastąpi :)
Nie rozmnażaj, nie porzucaj-sterylizuj!
Miejska i wiejska dżungla
Blog wiejski

Zuzanna
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Poll, edyta, th, edulkot, nowababka, Elzbieta, jugo, a.nia, Maggie

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 10:11 #179397

  • zuzanna2418
  • zuzanna2418 Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • Posty: 2977
  • Otrzymane podziękowania: 10131
Tego popołudnia mieliśmy dwa obowiązkowe punkty programu: iść do restauracji i się nażreć oraz dokonać podstawowych zakupów spożywczych.
Restauracja znajdowała się na krawędzi klifu trzy domy dalej od naszej kwaterki. Była prawie pusta, co stanowiło dowód na schyłek sezonu turystycznego. Schyłek ten błogosławiłam jeszcze niejednokrotnie widząc pozamykane budy z napisem Beach Bar i ulokowane w szopkach skutery wodne. Hałaśliwe elementy wypoczynku nad morzem chyba zostały wyeliminowane.
Zamówiliśmy jedzenie i napitki, wszystko było smaczne, jednak rachunek spowodował, że dokonaliśmy uroczystego przyrzeczenia, iż stołować na mieście będziemy się wyłącznie w wyjątkowych wypadkach.
Potem znaleźliśmy nieduży sklepik i po zaznajomieniu się z produktami, które mogłyby się nam przydać dokonaliśmy zakupów.
Z obserwacji: chleb występuje jedynie w postaci bułowatej, za to w różnych kształtach. Czasem można dostać taki mniej bułowaty, za to z ziarnami.
Mleka skondensowanego tam nie znają, więc okropnie żałowałam, że nie wzięłam z Polski.
Kawę kupiłam rozpuszczalną (kawiarki postanowiłam nie brać) mając nadzieję, że jakoś to przełknę.
Zapytaliśmy panią sklepowa o winogrona, ponieważ przed wejściem do sklepu zauważyliśmy ogłoszenie o sprzedaży. Pani sklepowa stwierdziła, że ogłoszenie dał właściciel winnicy położonej dwa kilometry w górę drogą. Postanowiliśmy tam pójść następnego dnia.
Wzięliśmy trochę pomidorów i papryki, Paski Sir owczy, jakąś wędlinę, jajka, które przy bliższych oględzinach okazały się polskie, oliwę, oliwki, herbatę w torebkach, dwie flaszki miejscowego winka Plavac i Grasevina i upewniwszy się, że jutro jest handlowa niedziela, udaliśmy się do domu.
Dokonaliśmy rozładunku walizki i upchnięcia naszych rzeczy w licznych półkach, szafkach etc. Przy okazji stwierdziliśmy obecność ręczników, dywaników kąpielowych, koców, poduszek oraz ekspresu i filtrów do kawy w kuchni. W. obiecał, że jutro rano pójdzie do sklepu i kupi mi normalna kawę.

Z rozkoszą ulokowaliśmy się na tarasie z winem, gapiąc się w taflę Adriatyku oraz w brzegi wyspy Pasman widoczne na horyzoncie. Morze ledwo pluskało. Słońce zachodziło powoli, przemykały się nietoperze, a my stwierdziliśmy, że urlop możemy uznać za rozpoczęty.









Pierwsza noc była spokojna z wyjątkiem epizodu około 3.00 nad ranem, kiedy coś za oknem zaczęło przeraźliwie piszczeć. Jeszcze nie zdążyłam się przyzwyczaić do przedziwnych odgłosów wydawanych przez mewy, rybitwy czy co to za tałatajstwo tam latało. W. też nie, więc palnął, że to chyba jakieś ptaszysko. Ja stwierdziłam, że chyba mocno pomylone, bo o tej porze to chyba większość ptaków śpi. W końcu W. wylazł na taras z latarką i zakomunikował, że mamy...jeża. Jeż chyba szukał jakichś resztek, które nam spadły ze stolika i na nasz widok zaczął gniewnie fukać.
Nie wiem, czy to on był autorem tych pisków, ale na szczęście po naszym powrocie do pokoju zrobiła się cisza i mogliśmy spokojnie zasnąć.

Ciąg dalszy nastąpi :)

Nie rozmnażaj, nie porzucaj-sterylizuj!
Miejska i wiejska dżungla
Blog wiejski

Zuzanna
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Poll, Orszulka, edyta, th, takasobie, edulkot, nowababka, Elzbieta, nelu-pelu, a.nia ten użytkownik otrzymał 1 podziękowań od innych


--=reklama=--

 

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 10:21 #179398

  • edyta
  • edyta Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • Posty: 5972
  • Otrzymane podziękowania: 10721
Zuzanno, ale piękna sceneria :woohoo: . Aż naprałam ochoty na takie wakacje :woohoo: .
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): zuzanna2418

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 10:32 #179399

  • zuzanna2418
  • zuzanna2418 Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • Posty: 2977
  • Otrzymane podziękowania: 10131
Edytko trafiliśmy naprawdę w piękne miejsce. I w mikroskali- mam namyśli samą kwaterę i jej otoczenie, jak i rejon (Zadarska Żupanija), gdzie jest co zwiedzać, jeśli jest się mobilnym.
Naprawdę polecam! Niekoniecznie w wersji z domkiem wakacyjnym, można jechać na kemping, których jest tam sporo.
Nie rozmnażaj, nie porzucaj-sterylizuj!
Miejska i wiejska dżungla
Blog wiejski

Zuzanna
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 11:37 #179400

  • Poll
  • Poll Avatar
  • Wylogowany
  • Administrator
  • Czciciel gwiazd i mądrości, miłośnik ogrodów...
  • Posty: 19940
  • Otrzymane podziękowania: 39726
"Miej Pas Oriona na godzinie 6.00"
mnie połozyło na łopatki. Ileż takich 'Kieruj się na wschód' mówił do mnie mój Zygmunt, czyli GPS.

Cudownie się czyta tę relację pełną humoru (masz talent i lekkie pióro vishenka) , zdjecia piękne. :kocham Czekam na ciag dalszy.
Ostatnio zmieniany: 2019/10/12 11:41 przez Poll.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): zuzanna2418

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 14:31 #179408

  • zuzanna2418
  • zuzanna2418 Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • Posty: 2977
  • Otrzymane podziękowania: 10131
Polu mnie z lekka szlag trafił, bo tam te drogi wykute w skałach prawie, na rozjazdy i możliwości nawrotki raczej nie ma co liczyć, W. w stresie, a ten mi tu "kieruj się na południowy zachód"...Poza tym, nastraszeni przez znajomych horrendalnymi ponoć opłatami za autostrady, obsesyjnie baliśmy się wjechać przypadkiem na którąkolwiek z nich.
Ciesze się, że sprawiłam Ci przyjemność czytelniczą vishenka , więc kolejny kawałeczek reportażu.

W niedzielę wstaliśmy około 8.00, co stanowi egzotykę samą w sobie dla kogoś, kto zrywa się o 6.00 (ja) albo i wcześniej (W.) Nawet w weekend zwierzaki pospać nie dają. A tu jak w bajce.
Ja byłam porządnie głodna, ale najpierw wypróbowałam kawę rozpuszczalną z mlekiem z kartonika 2.8% . Wykrzywiła mi kufę, ale jakoś wypiłam. W. zatem oznajmił, ze idzie do sklepu i przyniesie mi prawdziwą.
Ja pokręciłam się po tarasie i zachwycona porankiem usiadłam od parasolem z gałęzi sosny.
No właśnie, wspomniałam, że taras osłonięty z boków roślinnością, ale i z góry gałęziami jakiejś śródziemnomorskiej odmiany sosny o jasnozielonych igłach. Sosna miała zdjęty wierzchołek i skrócone gałęzie, bo widać, że mocno pochylona i statykę chciano poprawić. Pień wyrastał tuż przed oknem naszej sypialni. Córka Miry wspomniała, że te drzewa były sadzone około 50 lat temu.



A morze o poranku takie


W wrócił z jakimiś kolejnymi produktami spożywczymi i kawą nieznanej mi marki. Zaparzyłam sobie w ekspresie takim przelewowym, ale i tak sukces, że jakiś był.
Dolałam mleka, W. w tym czasie pichcił jajecznicę. Krojenie chleba porzuciłam, bo tego czegoś się nie dało pokroić, zwłaszcza tymi nożami co tam mieliśmy. Co prawda wśród rozlicznych przyborów kuchennych była też i ostrzałka, ale jakoś nie zdziałała cudów. Postanowiliśmy, że będziemy rwać tę nać łapami. Znaczy to pieczywo. Do tego ser owczy. Sałatka w stylu greckim czyli pomidory, ogórek, cebula, oliwki i chlust oliwy dopełniły całości posiłku. Zasiedliśmy jak te Karingtony na tarasie i pożeraliśmy.
Natomiast po pociągnięciu łyku kawy stwierdziłam, że to jest jeszcze okropniejsze niż tradycyjna rozpuszczanka. Smak rozmoczonej tektury z posmakiem dymu. Wylałam to, bo pić się nie dało. W. oglądał z zainteresowaniem opakowanie i po dłuższych badaniach radośnie oznajmił, że kupił kawę z ...palonego jęczmienia! No po prostu super.
Ucieszył się jako konsument kawy Anatol, że będzie miał substytut. Zaoferował, że pójdzie jeszcze raz do sklepu po kawę, ale stwierdziłam że tym razem pewnie przyniesie podpałkę do grilla albo środek na mrówki czy coś w tym rodzaju, więc lepiej może nie. Przemęczę się.
Rozłożyliśmy mapę, którą W. przytomnie nabył przed wylotem i uznaliśmy, że na razie pokręcimy się po okolicy.

Ciąg dalszy wkrótce :)
Nie rozmnażaj, nie porzucaj-sterylizuj!
Miejska i wiejska dżungla
Blog wiejski

Zuzanna
Ostatnio zmieniany: 2019/10/12 14:36 przez zuzanna2418.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Poll, edyta, th, takasobie, edulkot, nowababka, Elzbieta, jugo, nelu-pelu, Maggie

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 18:52 #179413

  • Elsi
  • Elsi Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • Posty: 928
  • Otrzymane podziękowania: 1993
Zuziu, widoki piękne i ciepło o tej porze roku, ale czemu tak daleko question
Niby samolotem wszędzie blisko, ale z prowincji nawet na lotnisko daleko ......
Normalnie narobiłaś mi smaku na jakiś wyjazd jeszcze w tym sezonie,
pewnie skończy się tylko weekendem w Bieszczadach, ale dobre i to. :)
W. ze zjeżonym byłym włosem i na wdechu wykonał skomplikowany manewr i jakoś dotarł na miejsce.

Dobre :P
Twoje relacje fajnie się czyta, niezależnie czy to wyjazd daleki czy ten na wieś.

Łączę się solidarnie w niechęci do kawy rozpuszczalnej :kawa .
Pozdrawiam, Elżbieta

Od wiosny do wiosny .....
Ostatnio zmieniany: 2019/10/12 18:54 przez Elsi.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 20:55 #179424

  • Poll
  • Poll Avatar
  • Wylogowany
  • Administrator
  • Czciciel gwiazd i mądrości, miłośnik ogrodów...
  • Posty: 19940
  • Otrzymane podziękowania: 39726
Eksperymenty - szczególnie za granicą - są dość zabawne, ale i drogie :lol: Dlatego jeżdżąc na takie wypady zabieram ze sobą zapas swojej ulubionej kawy. teacher Kto mnie zna, wie, że bez kawy nie istnieje, zwłaszcza rankiem. rotfl Można do mnie mówić jasno i prosto, ale bez kawy i tak nic nie zrozumiem.

No to czekam na to, co na mapie i w realuzoczyliście. :tup

P.S. jechałam taką drogą z Capri na Anacapri i jak dotarłam zywa, do dzis nie mam pojęcia zdziwko
Ostatnio zmieniany: 2019/10/12 20:56 przez Poll.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 20:56 #179425

  • Maggie
  • Maggie Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • Posty: 371
  • Otrzymane podziękowania: 651
Ale mieliście świetną miejscówkę :woohoo:
Pozdrawiam
Czereśniowa 17
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 21:05 #179428

  • zuzanna2418
  • zuzanna2418 Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • Posty: 2977
  • Otrzymane podziękowania: 10131
Elu no fakt, mieszkanie w mieście ma tę zaletę, że można podróżować bez konieczności kłopotliwego dojazdu na lotnisko. No, niektórzy decydują się na podróż do Chorwacji samochodem, ale W. by chyba zszedł śmiertelnie. Ja niestety prawa jazdy nie mam.
A ja z kolei na weekend w Bieszczady nie mogę, bo daleko... Także coś za coś.
Natomiast Chorwację o tej porze roku serdecznie polecam!
A kawa rozpuszczalna to ZUO! No, żartuję jakby, ale ponieważ ja kawę pije raz dziennie, to musi być przyzwoita i dobrze zaparzona!

No to zapraszam na pierwszą wycieczkę czyli rozpoznanie bojem.
Jako cel wycieczki, choć niekonieczny do osiągnięcia obraliśmy sobie tę winnicę, o której wspomniała pani sklepowa dnia poprzedniego.
Ubraliśmy się stosownie, wzięliśmy przezornie plecak z butelką wody pitnej marki Jamnica, która dla mnie ma lekko słony posmak, wyszliśmy na górę i upewniwszy się że samochodzik nasz stoi spokojnie, poszliśmy najpierw wzdłuż drogi głównej. A z niej na przykład taki widok

A to ogródek, jeden z ładniejszych


Roślinność użytkowa

Na mijanym skwerku pomnik pamięci "Hrvatskomu Vitezu Eriku Coliciu". Potem, kiedy zeszliśmy z drogi głównej w bok i oddalaliśmy się od linii brzegowej, trafiliśmy na nieduży cmentarz otoczony strzelistymi cyprysami, gdzie na wszystkich nagrobkach widniało nazwisko Colić. Czyli jakiś tutejszy ród.

Przeszliśmy ścieżką pomiędzy domostwami, działkami, mniej lub bardziej zagraconymi jakimiś materiałami rozbiórkowymi, starymi paletami, skrzynkami i złomem. Tutejsi ludkowie nie przywiązują najwyraźniej uwagi do estetyki otoczenia. Gdzieś poszczekiwały psy, a z zarośli wyłaziły chude koty.
W końcu wyszliśmy na drogę jezdną, gdzie drogowskaz mówił, że idziemy na Debeljak. Droga wiła się pomiędzy wzniesieniami terenu, pokrytymi kamieniami i makią (makiją) czyli różnymi karłowatymi krzakami i drzewkami, sukulentowatymi bylinami i jeżynami, dzikimi różami etc.
Z rzadka mijały nas samochody. W rowach też pełno śmiecia bytowego, a nawet trafił się kawałek miednicy dorodnej krowy. Fruwały cykady, motylki i spod nóg śmigały jaszczurki.
Przed nami







W. prowadził badania botaniczne i fitosocjologiczne, oglądał kamieniste podłoże i żelazistą w kolorze ziemię. Utyskiwał, że nie zabrał książki o florze Chorwacji, którą nabyliśmy kiedyś po powrocie z Dubrownika.
Rozcierał w palcach liście, bo większość roślin miała bardzo aromatyczne olejki, rozpoznaliśmy tymianek, rozmaryn i jeszcze jakieś zioła o znajomych zapachach. W. stwierdził: zobacz, to wszystko co my kupujemy w torebkach, tutaj w rowach rośnie. No i jeszcze jak rośnie. Rozmaryny były sporymi krzewami o powyginanych zdrewniałych łodygach, laury to były krzewy żywopłotowe. Taki klimat.
Nie rozmnażaj, nie porzucaj-sterylizuj!
Miejska i wiejska dżungla
Blog wiejski

Zuzanna
Ostatnio zmieniany: 2019/10/12 21:07 przez zuzanna2418.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): takasobie, edulkot, Elzbieta, nelu-pelu, Maggie

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 21:15 #179433

  • zuzanna2418
  • zuzanna2418 Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • Posty: 2977
  • Otrzymane podziękowania: 10131
Polu ano własnie. My zajęci pracą spakowaliśmy się w ostatniej chwili i nie poświęciliśmy czasu na przygotowanie podstawowych informacji. A kawa jest i dla mnie bardzo ważna o poranku :) Teraz już będę wiedzieć, żeby brać ze sobą.
Maggie trafiło nam się, to prawda!

Dotarliśmy do jakichś domostw ludzkich o przedziwnej zróżnicowanej architekturze i nieładzie panującym wokół. Wreszcie doszliśmy do punktu, z którego dalej droga już biegła gdzieś w dół. Na horyzoncie widać było jakieś domki, a w tle potężny zamglony masyw Velebitu. Od drogi odchodziły jakie gruntowe ścieżki, oznaczone jako rowerowe, z podanymi czasami dojazdu do miejsc o nieznanych nam nazwach. Postanowiliśmy pójść jeszcze kawałek, co okazało się opłacalne, bo doszliśmy do niedużej, ale porządnie utrzymanej winnicy. Przy domu krzątał się jakiś facet, który odpowiedział na pozdrowienie i zapytał, czy nam czegoś trzeba. Oznajmiliśmy, że pogapimy się na okolicę i pójdziemy dalej. Skinął głową i wrócił do swoich zajęć.



Sznur guyota?

Botanicznych okazów ciąg dalszy.





Doszliśmy do terenu najwyraźniej przygotowanego pod przyszłą winnicę. Gleba składała się głównie z odłamków skalnych i był to pierwszy lecz nie ostatni raz, kiedy ogarnął nas podziw dla miejscowej ludności trudniącej się uprawą ziemi. Nie bez kozery sprzętem rolniczym jaki stał na skraju pola, była swego rodzaju koparka na gąsienicach.



Szeroka droga przeszła w ścieżkę niknąca w zaroślach.W. oczywiście polazł w te krzaki, a ja nolens volens za nim. Po krótkim spacerze, podczas którego trzeba było uważać żeby sobie zębów nie wybić na nierównych kamieniach, doszliśmy do osobliwego pola wśród zarośli, gdzie sądząc po resztkach ściętych łodyg, rosła kukurydza. Ziemia jak z samej rdzy.



Stanęliśmy i rozglądaliśmy się dookoła pociągając ciepławą wodę z flaszy. Żywego ducha. Z ziemi wyłaziły wszędzie krokusy jesienne.


No i taka okolica
Nie rozmnażaj, nie porzucaj-sterylizuj!
Miejska i wiejska dżungla
Blog wiejski

Zuzanna
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Poll, edyta, edulkot, Elzbieta

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 21:24 #179435

  • zuzanna2418
  • zuzanna2418 Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • Posty: 2977
  • Otrzymane podziękowania: 10131
Postanowiliśmy zawrócić i zrobiwszy pętlę wokół jakiegoś zamkniętego na głucho gospodarstwa agroturystycznego posiadającego stado owiec sadząc po śladach, znów dotarliśmy do naszej drogi. Troszkę się zziajaliśmy, bo upał się zrobił konkretny, na szczęście droga prowadziła w dół.




Pokonaliśmy kolejne 2 czy 3 kilometry i znaleźliśmy się z powrotem w naszym miasteczku, przy okazji namierzyliśmy drugi sklepik, w którym zaopatrzyliśmy się w pieczywo, ser, miejscowy wypiek zwany burkiem (nic z psa w sobie nie ma, to ciasto francuskie z nadzieniem: serowym na słono, mięsnym lub owocowym na słodko) i zimne piwo Ożujsko, bo pamiętaliśmy hasło reklamowe "Żuja je zakon!"
Zeszliśmy schodkami do szutrowego deptaku nad morzem. ściany porastały różne ciekawe rośliny, w tym dorodne, owocujące opuncje





W. urwał jeden z owoców mimo moich ostrzeżeń o paskudnych włoskowatych kolcach, które najpierw wbijają się w ciało, a potem kruszą przy samej skórze, więc nie sposób ich wyciągnąć. W palcach rozerwał miąższ w kolorze buraka, żeby się przekonać, że smak też jest jakby lekko buraczany. Ugryzłam kawałek, co spowodowało, że jeden z tych cholernych kolców wlazł mi w dolną wargę, na szczęście nie uwierał mnie długo.

Minęliśmy okazałą willę na klifie otoczoną drzewami


i po chwili doszliśmy do naszej chatki. Rzuciliśmy się na żarcie, a ja z przyjemnością chlapnęłam piwko. Potem, wbrew zasadom, że po alkoholu ani z pełnym żołądkiem nie włazi się do wody, przebrałam się w kostium i polazłam wypróbować kąpielisko. Do wody prowadziły betonowe schodki, dno było dobrze widoczne, pod stopami trzeba było je wyczuwać zanim się stanęło całym ciężarem, bo kamienie były bez ostrych krawędzi, za to śliskie.
Woda dość ciepła, ale najpierw trochę pochlapałam się na płyciźnie. Początkowo musiałam przywyknąć pływając do tego, że mocno słona woda wypycha człowieka na powierzchnię, więc mi kuper wiecznie wystawał. Ale poza tym było bosko. Woda tylko leciutko marszczyła się na powierzchni, żadnych fal, równiutka tafla i słoneczko.

Próbowałam namówić W. do kąpieli, ale odważył się tylko na zamoczenie nieco powyżej gumki od kąpielówek. Trzymał się kurczowo jakiegoś takiego elementu betonowego przypominającego beczkę, który wystawał z wody jakieś dwa metry od brzegu i żadna siła nie mogła go oderwać. No, dobre i to. Zresztą spodobało mu się i stwierdził, że jutro może dalej wlezie.

Nasz domek posiadał kran z ciepłą wodą z doczepionym szlauchem na murku oddzielającym posesję od tej niby plaży. Widać ten szlauch na fotce z pochyloną sosną. Dzięki temu można było od razu spłukać słoną wodę. W. stwierdził, że on będzie się zasalał, bo to zdrowe i wysychał sobie bez spłukiwania.

Wysuszyłam się, przebrałam i uznałam, że dzień był fajny. W. przygotowywał coś w rodzaju kolacji, ja otworzyłam winko, słoneczko schodziło coraz niżej, a na morzu pojawił się kajakarz, którego ochrzciliśmy Kaszubem w myśl znanej niektórym pieśni Andrzeja Waligórskiego "Dusza Kaszuba" :-)






I tak minął nam dzień pierwszy.
Nie rozmnażaj, nie porzucaj-sterylizuj!
Miejska i wiejska dżungla
Blog wiejski

Zuzanna
Ostatnio zmieniany: 2019/10/12 21:25 przez zuzanna2418.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Poll, edyta, takasobie, edulkot, Elzbieta, jugo, nelu-pelu, Maggie

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 21:41 #179440

  • Poll
  • Poll Avatar
  • Wylogowany
  • Administrator
  • Czciciel gwiazd i mądrości, miłośnik ogrodów...
  • Posty: 19940
  • Otrzymane podziękowania: 39726
Zuzanno, w południu zawsze uwodziły mnie zapachy, bo jestem na nie bardzo wrażliwa. Zapach spieczonej ziemi i ziół, drzewek oliwnych...to wszystko przyprawia o zawrót głowy i zawsze kojarzy mi się z południem. Jestem mile zaskoczona, że te zapachy czuć też jesienią, bo letnie wyprawy w upały już nie dla mnie.

Czy na ulicach nadal robią łapanki producenci lokalnych trunków? Po przejściu i spróbowaniu napitku u każdego z nich wystarczyły, by paść trupem na materac. rotfl
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): zuzanna2418

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 21:50 #179442

  • zuzanna2418
  • zuzanna2418 Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • Posty: 2977
  • Otrzymane podziękowania: 10131
Polu och pachnie cudnie! Ten zapach miesza się z delikatnym zapachem morza i tworzy kompozycję w powietrzu, dzięki której wino czy jedzenie inaczej smakuje. Możesz potem otworzyć butelkę w domu po powrocie do Polski i to już nie to samo. Genius loci.
W każdym razie W. kupił pieprz mielony w sklepie, a po resztę przypraw łaził w okoliczne krzaki :) Laury rosły w żywopłocie między nami a sąsiadem, więc też je podskubywał.
Takich sprzedawców widziałam w Grecji, ale tu nie. O tak, można się nieźle załatwić taką degustacją :D
Może dlatego ich nie było, bo dla jakichś niedobitków turystycznych o tej porze roku nie opłaca się wysilać :D
Nie rozmnażaj, nie porzucaj-sterylizuj!
Miejska i wiejska dżungla
Blog wiejski

Zuzanna
Ostatnio zmieniany: 2019/10/13 11:03 przez zuzanna2418.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Poll, edyta, takasobie, edulkot, Elzbieta, jugo, nelu-pelu

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/12 22:00 #179444

  • Poll
  • Poll Avatar
  • Wylogowany
  • Administrator
  • Czciciel gwiazd i mądrości, miłośnik ogrodów...
  • Posty: 19940
  • Otrzymane podziękowania: 39726
zuzanna2418 napisał:
Polu och pachnie cudnie! Ten zapach miesza się z delikatnym zapachem morza i tworzy kompozycję w powietrzu, dzięki której wino czy jedzenie inaczej smakuje. Możesz potem otworzyć butelkę w domu po powrocie do Polski i to już nie to samo. Genus loci.

Zgadza się! Tam mozna codziennie jeść sałatkę grecką (jadam, jak Wy, ale bez ogórka zielonego, zamiast ogórka masa wielkich oliwek, najlepiej z targu, przywozonych w bekach) +i chleb z oliwą z oliwek a w domu - choć oliwa przytargana, tamtejsza - nie ma już tego smaku!

Ten ichni bimber ze śliwek, to masakra, wykręcało mnie od niego i nie wiem, jak ludziska mogli to kupować, jako pamiątkę/produkt regionalny. :omg Raz spróbowałam i stwierdziłam, że jeszcze mi zycie miłe. Fujjjj!
Ostatnio zmieniany: 2019/10/12 22:01 przez Poll.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): zuzanna2418

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/13 15:46 #179498

  • nowababka
  • nowababka Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • A na drogę w nieznane - nadzieję…
  • Posty: 2682
  • Otrzymane podziękowania: 6875
zuzanna2418 napisał:

Sznur guyota?

Spytałam eksperta ;-) to podwójny sznur guyota, tak jak u nas.
My byliśmy w Chorwacji wieki temu, a przez Dalmację tylko przemknęliśmy... Po Twoim barwnym opisie zamarzyło mi się wrócić :woohoo:
pozdrawiam (◕‿◕✿)
Marysia [a.k.a olibabka]
"Jeśli masz dwa bochenki chleba, sprzedaj jeden i kup liliowca" - przysłowie chińskie
:tup u mnie
Ostatnio zmieniany: 2019/10/13 15:46 przez nowababka.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): zuzanna2418

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/14 11:29 #179630

  • zuzanna2418
  • zuzanna2418 Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • Posty: 2977
  • Otrzymane podziękowania: 10131
Polu my nabyliśmy flaszeczkę destylatu śliwkowego, ale w prezencie. Na razie mamy dość tego towaru po ostatniej wizycie W. w okolicach Łącka :D czasem do herbaty dolewamy w ramach profilaktyki przeciwprzeziębieniowej.
Natomiast uzależniłam się od tamtejszych suszonych fig. I to ja, nie biorąca do pyska fig kupowanych tutaj. Tamte są miękkie, słodkie i wyglądają dokładnie jak te, które samoistnie usychają na przydrożnych krzakach. W. po burzy zebrał kilka w drodze ze sklepu i były pyszne. Przed wylotem kupił więc spora torbę i trudno doszukać się różnicy.
Marysiu dziękuję ekspertowi! :-)
Wracajcie, bo warto. Choć koledzy z pracy uważają, ze lepiej jechać do Czarnogóry czy Albanii, bo niby to samo a ceny niższe.
Nie rozmnażaj, nie porzucaj-sterylizuj!
Miejska i wiejska dżungla
Blog wiejski

Zuzanna
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): jugo

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/14 12:56 #179632

  • takasobie
  • takasobie Avatar
  • Wylogowany
  • Moderator
  • Posty: 10442
  • Otrzymane podziękowania: 23479
Świetna relacja! naśmiałam się przy podpałce do grilla!
Jak byłam przed laty w NRD ktoś kupił i częstował, bo myślał, że kupił piernik! 2smiech Czekam na CD
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): zuzanna2418

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/14 18:30 #179660

  • nelu-pelu
  • nelu-pelu Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • Posty: 4929
  • Otrzymane podziękowania: 8358
Zuzanno dzięki za relację.. my dla odmiany bardzo lubiliśmy szlajać się własnym pojazdem (niedużym..), ale zawsze
były to drogi dalekie od utartych tras turystycznych..
Dziękuję też, że wspominasz o zapachach.. co prawda wybrzeże chorwackie zawsze poznawaliśmy od strony morza,
(na raty i w kawałkach..) ale po dobiciu do kei trzeba było koniecznie spenetrować okolicę, najczęściej dziką i mało cywilizowaną
więc takie klimaty jak pokazujesz są mi bliskie.. i zapachy właśnie.. pływaliśmy głównie we wrześniu (tańszy czarter) no i temperatury
znośniejsze, za to właśnie te zapachy... aż się rozkleiłam..
Czekam na dalszy ciąg..
Pozdrawiam, Nela
Moje metamorfozy - zapraszam
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): zuzanna2418

Północna Dalmacja czyli wakacje na sto dwa :) 2019/10/14 20:15 #179697

  • zuzanna2418
  • zuzanna2418 Avatar
  • Wylogowany
  • Platynowy forowicz
  • Posty: 2977
  • Otrzymane podziękowania: 10131
Miłko a matko! Piernik! polewkamax
Nelu Cieszę się, że i Tobie mogłam przypomnieć miłe chwile :) Zapachy są tak inne niż u nas, że są atrakcją samą w sobie. Mnie się wiele rzeczy kojarzy z zapachami właśnie, nawet książki wącham :D
W. zresztą też. Któregoś popołudnia poszliśmy wzdłuż nabrzeża i i usiedliśmy pod tymi sosnami, które mają cytrynowy prawie zapach w słońcu. No niemożliwy po prostu.

No to zwiedzamy dalej
W poniedziałek pełni werwy wstaliśmy około 7.00 Krajobraz za oknem, a w zasadzie za tarasem się nie zmienił

poza tym, że pojawiły się jednostki pływające sztuk dwie

o większe miało napis Jadrolinia, a my przypomnieliśmy sobie Dubrovnik, gdzie cumujące promy Jadrolinii buczały nam nocą w zatoce.
Ponadto W. zauważył, że to coś beczkopodobne wystające z wody po południu, teraz jest całkowicie zalane wodą. Zatem mamy do czynienia z wahaniami poziomu wody w rytmie dobowym.

Po deptaku wzdłuż brzegu szli sobie jacyś ludzie z psami, ale byli to jedyni przechodnie tego poranka.
Zjedliśmy śniadanie i gapiąc się na mapę szybko podjęliśmy decyzję, że jedziemy obejrzeć sobie park przyrodniczy jeziora Vransko (Park prirode Vransko Jezero). Stosunkowo niedaleko, pogoda ładna, więc raz, dwa, trzy spakowaliśmy plecak, W. zabrał dokumenty samochodowe i ruszyliśmy w kierunku południowym Jadranską Magistralą licząc, że jakieś znaki doprowadzające mało rozgarniętych turystów będą. Minęliśmy miejscowość Pakosane, którą polecała mi koleżanka Basia telefonicznie jako miejsce do zakupu świeżych ryb.
Znaki po jakimś czasie faktycznie ukazały się i zjechaliśmy z głównej drogi na taką, co prowadziła wzdłuż tego największego ponoć jeziora w Chorwacji.
O samym parku przyrodniczym nie wiedzieliśmy kompletnie nic, co jest oczywistą głupotą, bo brak przygotowania merytorycznego i topograficznego powoduje, że traci się czas na poszukiwanie np. parkingu jak my. Jechaliśmy sobie i patrzyliśmy na coś w rodzaju dużych ogrodów działkowych, gdzie ludzie uprawiają głownie rośliny użytkowe, dynie, oliwki, pomidory, papryki i kukurydzę. Nigdzie nie było widać parkingu, W. co prawda chciał wysiadać gdzie bądź i nabywać płody rolne od tambylców, ale wybiłam mu to z głowy.

Wreszcie zobaczyliśmy jakiś wjazd na kemping, wielki jak nie wiem co. Zatrzymaliśmy się przed szlabanem, a ja wyszłam zapytać panienkę w budce, czy możemy tu zostawić samochód. Panienka co prawda odmówiła słysząc, że nie jesteśmy użytkownikami kempingu, ale poinformowała nas, że za jakieś 200m mamy parking przy początku szlaku turystycznego Parku.
Ucieszyliśmy się, bo o to nam własnie chodziło. Faktycznie, szybko dojechaliśmy do wskazanego miejsca, przy parkingu drewniana budka, podobna do takich, jakie są u nas w parkach narodowych, w których można nabyć pocztówki, literaturę tematyczną no i bilety.
Kolejna panienka przywitała się z nami raźno po angielsku z silnym amerykańskim akcentem. Kupiliśmy u niej bilety, a ona wyjaśniła nam ciemniakom, że jesteśmy w rezerwacie ornitologicznym, bo tu przylatują i stąd odlatują przeróżne ptaszory. Około 300 gatunków! I że można tu je obserwować ze specjalnych wież i ze ścieżki dydaktycznej wiodącej przez okresowo zalewane łąki.
Dodała, że to jeden z trzech najważniejszych punktów do zwiedzania Parku, podeszła do wiszącej mapy i pokazała kolejne, zachęcając możliwością zwiedzania wszystkich za tym samym biletem, 20 kn od łba.
Uznaliśmy, że idziemy na całość. Na wszelki wypadek cyknęłam mapę i kazałam W. schować bilety w bezpiecznym miejscu.


Następnie poszliśmy w stronę solidnego drewnianego pomostu, który okazał się być właśnie tą ścieżką i biegł przez całą długość szlaku. Póki co byliśmy sami. Nie licząc ptaków, rzecz jasna.Po obu stronach widoki i cisza nie licząc szumu trzcin, choć ptaszyska nas zwęszyły i zerwały się do lotu. Tafla jeziora faktycznie spora. Woda słodka.






Nie rozmnażaj, nie porzucaj-sterylizuj!
Miejska i wiejska dżungla
Blog wiejski

Zuzanna
Ostatnio zmieniany: 2019/10/14 20:22 przez zuzanna2418.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): edyta, th, takasobie, edulkot, nowababka, Elzbieta, Maggie
  • Strona:
  • 1
  • 2
Czas generowania strony: 0.279 s.